Adrian przeprowadzki, słucham.

Dzień dobry panu. – Damski głos, jakieś czterdzieści lat.

Dzień dobry, czym mogę służyć?

– Proszę pana, chciałabym przeprowadzić mieszkanie znajomego, na jego zlecenie, sam nie może, jest za granicą, czy to nie problem? – pyta kobieta.

Tylko jeśli właściciel nic o tym nie wie.

Kobieta się zaśmiała.

Czy pan jest poważny? To mój serdeczny przyjaciel. Brzmię panu jak złodziej?

A ja wiem, jak brzmi złodziej? Przecież może pani być w tym dobra.

Mam klucze od mieszkania, to chyba zmienia postać rzeczy?

Mogła pani buchnąć klucze.

Ale wtedy już pan nie ryzykuje przecież.

– No nie. Wyprę się, że o czymkolwiek wiedziałem. – Kończy robić sobie jaja i przechodzi do rzeczy. – Proszę powiedzieć, w czym mogę pomóc?

– Ale z pana numer. Niestety znajomy musi się wyprowadzić i bardzo żałuje, że sam nie może tego zrobić. Wie pan, jest do tych swoich rupieci bardzo przywiązany dlatego zależy mi, żeby wszystko przewieźć sprawnie i w nienaruszonym stanie, da się zrobić?

Pani kochana, oczywiście. Proszę powiedzieć, skąd dokąd i co tam mamy?

– Mieszkanie jest na parterze w bloku na Działkach Leśnych, przy ulicy Szczecińskiej. Przewozimy rzeczy na Karwiny Fikakowo, też na parter.

Proszę podać adres Szczecińskiej.

– Zaraz, nie pamiętam jaki to numer, dwadzieścia trzy chyba, ale jaki numer mieszkania? Za chwilę sprawdzę.

Dobrze. I co mamy do przewiezienia, ile pokoi?

Tylko dwa pokoje. Niewiele.

Jasne.

Ludzie zawsze mówią niewiele, dwa pokoje, jeden, a okazuje się, że samochód jest nabity jak bus uchodźcami.

Piwnica? – pyta Adrian.

Nie wiem, nie sprawdzałam, znajomy mówił, że jest tam kilka kartonów, sprawdzę.

Proszę sprawdzić, to ważne. Ile jest dużych mebli, szaf, segmentów?

Słyszy, jak kobieta wzdycha, nie była przygotowana na wywiad. Każdy myśli, że to proste, zadzwoni, zamówi samochód, rachu ciachu i gotowe.

– Panie kochany, oczywiście że ma meble i to nie byle jakie, z różnych części świata, z Chin, z Afryki, z Japonii – niecierpliwi się kobieta.

Z Zanzibaru i z Pernambuco.

Pewnie jest i pralka, lodówka?

Sracz i umywalka.

No przecież. Ale pan pytań zadajesz.

Pani kochana im więcej wiem, tym lepiej mogę się przygotować, przyjechać odpowiednim samochodem – wyjaśnia.

Rozumiem. Rafcio ma dużo drobnych rzeczy, właśnie je pakuję do kartonów. Ma tego pełno, bo to podróżnik, wie pan.

Z każdej wyprawy coś przywozi?

W głowie Adriana pojawia się obraz masek, małych i dużych, afrykańskich, indyjskich, karnawałowych, weneckich, do tego cała masa rzeźb i figurek. Przeprowadził mnóstwo takich mieszkań.

Dokładnie. Ma sporą kolekcję pamiątek z Indii, tam teraz jest zresztą.

No przecież.

Proszę w miarę możliwości dobrze to zapakować, żeby nic się nie uszkodziło.

Nic się nie może uszkodzić, zamordowałby mnie.

Byłaby szkoda, ma pani miły głos.

Kobieta się śmieje, rozluźniła się na dobre.

Pan żartuje, a ja poważnie mówię.

– Ja też poważnie, miła pani. Jeszcze jedno pytanie i już mówię ile to będzie kosztowało. Ma pani kogoś do noszenia, czy życzy pani sobie ludzi?

Nie mam nikogo, proszę zabrać ludzi i dać najniższą cenę.

No przecież.

– Samochód kosztuje sześćdziesiąt złoty za godzinę, dwóch ludzi to dodatkowo trzydzieści złoty, za godzinę oczywiście. Nie doliczamy za kilometry, bo wszystko jest w obrębie Gdyni. Jeśli życzy pani sobie rachunek, musimy doliczyć do tego podatek. – Stara się przekazać to łagodnie.

Cisza w słuchawce. Czeka, aż kobieta powie, że jeszcze się zastanowi, to typowe. Obdzwoni inne firmy i wybierze najtańszą, a potem będzie płacz, bo najtańsze rzadko oznacza najlepsze.

Nie da rady nic taniej? – Kobieta ma nadzieję.

– Pani kochana, czasy są takie, że i tak musi być najtaniej. A taniej pani załatwi tylko tam, gdzie będą mieli za przeproszeniem w tyłku, czy coś się stanie, czy nie, albo czy coś zginie. U mnie to niedopuszczalne – uświadamia.

No tak, no tak. Dobrze, to za ile może pan przyjechać?

Dzisiaj? – Patrzy na zegarek, jest po dziewiątej.

– No tak, ja tu już mam prawie popakowane, może nie słychać, ale ja lubię być poukładana i przygotowana. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że jak będzie dobrze spakowane, to pójdzie sprawnie.

– Cieszę się bardzo, taka klientka to skarb. Proszę mi dać chwilę, wydzwonię ludzi i oddzwonię, dobrze?

Czekam, pa.

Śmieszna baba.