I powiedz o sobie coś mądrego

 

 

     Zaczęło się od komiksów, które jako smarkacz wynosiłem w galotach z biblioteki szkolnej, żeby potem czytać z poszabrowym dreszczykiem emocji. Tytus, Romek i A'Tomek, Kajko i Kokosz, Profesorek Nerwosolek, tego nie trzeba komentować. Podziwiałem i wciąż podziwiam ich twórców. Kiedyś udało mi się zdobyć autograf pana Christy. Podstępem, rzecz jasna.

     Szybko zacząłem czytać książki. Pamiętam pierwszą, "O psie, który jeździł koleją". I nawet wypożyczyłem.

   Odkryłem, jak tekst pobudza wyobraźnię. Jakie obrazy wywołuje i jakie to jest niesamowite. W ruch poleciały powieści science-fiction i horrory. Uwielbiałem książki, w których coś się dzieje i które lekko się czyta, są proste. Uważam, że czytanie nie może męczyć, na żadnym z poziomów rozwoju. Dlatego nie 'ciężarówą' powinno się zachęcać do czytania, ale czymś lekkim i przyjemnym pobudzić nieprzyzwyczajone do druku oczy i mózg.

 

   Jako nastolatek zacząłem uprawiać sport i pisać wiersze, poszedłem do szkoły złotniczej. Podobała mi się muskularna budowa ciała, siła i respekt, ale też ciepło, romantyzm i sztuka. O tych drugich sprawach nie mówiłem, żeby nie wyjść na farfocla. Wyrażałem się w poezji i w tworzonej biżuterii. Świetnie radziłem sobie z kamieniami i metalami szlachetnymi, gorzej z poezją.

   Mimo to kręciły mnie słowa. Każdy piszący dzieciak podnieca się swoimi wypocinami, ale poza tym, widać w nich zalążek sposobu, w jaki konstruuję teraz.

     Najwięcej powstało tego później, kiedy stałem na bramce w klubie nocnym.

    Niestety prawie wszystkie wiersze z tamtego okresu przepadły. Znalazło się kilka. W jednym z nich wyraziłem tęsknotę do miejsca, gdzie uciekałem przed swoimi osiągnięciami. Pamiętam, że pod koniec zimy, zmęczona i stęskniona słońca łepetyna, czekająca na pierwsze ciepłe dni, żeby w końcu móc dać dyla, płodziła najwięcej poezji. 

 

- Zmiana pogody -

Sztorm wciąż oddech odbiera, deszczem i wiatrem
tchnienie wolności oddala. Cierpliwość brutalna umysł
stęskniony więzi jak w głębi, katując bezdechem.
Czeka na posłańca przestrzeni błękitu z złota kruszcem
słonecznym, by wykupił wolność. I brzegu dzikiego,
esencją spokoju błogą upił, umysłu wyzwolonego łąki
marzeń bezkresne.

 

     Potem, za namową kolegi, który jako jeden z niewielu czytał moje wiersze, zabrałem się za pisanie powieści.

    Pierwszą nieudaną pisałem dwa lata, prawie całą na bramce. Opowieść nosiła tytuł "Kolor Ognia" (wydany 13 grudnia 2018: "Ciężki bagaż") i oprócz pomysłu, niewiele było w niej dobrego. Podobała się mojej żonie, ale Ona jest zakochana, biedna dziewczyna, zaślepiona...

    Na statku zacząłem pisać drugą powieść. Poczytałem już o tym, jak pisać, więc forma była o niebo lepsza. Opowieść miała tytuł "Pamiętnik bramkarza". Nie dałem rady jej jednak skończyć. W dziewiętnastym rozdziale historia zaczęła się rozkręcać na ostro, a mnie nie chciało się przeżywać wszystkiego na nowo. Zresztą, myślę, że i tak nie byłoby to dobre. 

    Statek, na którym pracowałem półtora roku, 'zaczął tonąć' i znowu musiałem uciekać. Póki co stoi burta w burtę z bliźniaczą jednostką. Można je zobaczyć ze Skweru Kościuszki w Gdyni. Łatwo je rozpoznać, mają mostki blisko dziobu na 'kurzej łapce'. Podobno zostały zaaresztowane. I tak sobie rdzewieją, czekając na niechybną śmierć. Jednak nie zostaną zapomniane. Na jednym toczy się akcja w "Małym Kapciu". To powieść, która ukaże się zapewne w 2020 roku.

   Zostałem handlowcem, ożeniłem się i pisałem dalej. Chciałem napisać "Ciężki bagaż" jak trzeba. Ale najpierw musiałem sprawdzić, czy mój styl się spodoba. Powstała krótka forma pt. "Metalowa Dolna". 

     Po wydaniu tej mini powieści napisałem "Małego Kapcia", wydawnictwa go olały. Potem powstał "Wpływ", dostępny od marca 2018. A obecnie trwa redakcja powieści, która ukaże się być może wiosną 2019. Książka ilustrowana i inna od dotychczasowych. Nosi tytuł: "Kocur"

 

      I chodzi mi już po głowie kolejna powieść. Męczy mnie i nie daje spokoju, więc i ją popełnię.

   

  Grudzień 2018